Archiwum 29 sierpnia 2008


sie 29 2008 ...
Komentarze: 4

Od pierwszego spotkania patrzył we mnie jak w obrazek. Była w tym wzroku mieszanina zauroczenia i błagania.Nie docierały do niego żadne argumenty. W proteście na moje kategoryczne NIE, ogolił głowę na zero. Wszystko było kwestią - tylko zechcij. Nie chciałam, nie umiałam, nie wiedziałam jak się zachować.  W końcu przeprowadziłam się, nie zostawiając żadnych śladów.

Kilka dni zupełnie przypadkowo wpadłam na niego na ulicy.I jak cztery lata temu, patrzyły na mnie oczy żebraka. - Wymodliłem to spotkanie, porozmawiajmy, ani przez chwilę nie przestałem o tobie myśleć.. Wzięłam od niego nr telefonu i unikając jego wzroku obiecałam, że wkrótce zadzwonię. Wiem, że nie zadzwonię. On chyba też nie bardzo w to wierzył.

Ktoś mógłby zapytać - O co ci chodzi ??

Między innymi o to, że jest ode mnie 10 lat młodszy....

łatwopalna : :